Szacunek – czyli to jak życie się zmienia

Może to będzie przykre co teraz napiszę ale ważne jest aby przyznawać się do błędów, akceptować je i starać się dalej w nie nie brnąć. Tak, przez całe życie nie szanowałam samej siebie i pewnie dlatego nie szanował mnie nikt inny. Pozwalałam sobie na bycie dodatkiem, gadżetem czy kobietą na telefon. Począwszy od rodziny, która traktowała mnie do tej pory jako dodatek do dorosłych zapraszając na uroczystości rodzinne kończąc, idąc przez koleżanki, które zapraszały mnie tylko z grzeczności „bo tamta idzie to i ty chodź”, kończywszy na facecie, który spotykał się ze mną tylko dla seksu.

Pozwalałam sobie na to, w sumie nie wiem dlaczego. Psychologiem nie jestem aczkolwiek wydaje mi się, że byłam chyba bardzo zakompleksiona. Wydawało mi się, że nikt mnie nie polubi takiej jaka jestem na prawdę, próbowałam się dostosowywać do innych, udając kogoś kim nie jestem.

Ostatni związek nauczył mnie bardzo dużo. Nie żałuję tego czasu. Człowiek uczy się na błędach. Po tym co mi powiedział ex stwierdziłam że DOŚĆ, dość mam takiego traktowania. Nie szukam miłości na siłę, nie zadowolę się byle kim, zajmę się sobą i przede wszystkim będę sobą.

Tak więc zaczęłam być sobą od października kiedy to poszłam na studia. Zaczęłam mówić co myślę na dany temat, zaczęłam się wygłupiać bez obawy, że ktoś będzie mnie miał za nienormalną i tak oto poznałam kilka na prawdę wartościowych znajomych. W końcu jestem albo lubiana albo nienawidzona a nie taka nijaka i obojętna.

Pogrążyłam się w życiu studenckim, nauce, imprezach, wolontariacie i jakoś specjalnie nie szukałam chłopaka. Któregoś razu weszłam na badoo, o tak o dla odmóżdżenia w czasie sesji. I tak oto poznałam faceta. Spotkaliśmy się raz, drugi, trzeci. Ciągle mu mówiłam, że nie chcę się wiązać, nie czuję takiej potrzeby. Nie dawałam mu cienia szansy a on mimo to ciągle był zainteresowany znajomością ze mną nawet gdyby to miało oznaczać relację koleżanka-kolega. Czułam się panem i władcą tej sytuacji. Schlebiało mi, że on tyle dla mnie robi. To było miłe, chociaż może trochę za dużo tego było jak na mnie. Ciągłe wyrzuty sumienia, że on tyle dla mnie robi a ja go co chwila uprzedzam, że i tak z tej mąki chleba nie będzie. Zawsze sobie mówiłam, że nie mogłabym być z kimś takim, kto tyle dla mnie robi, że wolę gonić króliczka, że nie zasługuję na bycie tak traktowaną bo w sumie kim ja na dobrą sprawę jestem, aby mnie tak traktować?

Aż w końcu pomyślałam, że skoro zaczęłam się szanować wśród znajomych ze studiów i to poskutkowało moim szczęściem i dobrym humorem, to zasługuję również na szacunek ze strony mojego przyszłego faceta.

Pomyślałam na początku – okej będę z nim z rozsądku. Szanuje mnie, jest dla mnie dobry, robi dla mnie wszystko, będzie mi z nim dobrze mimo, że nic nie czuję. Podczas podejmowania tej decyzji był w delegacji. Nie widzieliśmy się już ok 2 tygodni i zaczynało mi go trochę brakować – jako osoby. Kiedy przyjechał wiedziałam już, że jest inaczej. Oficjalnie już byliśmy parą. Ale wtedy coś poczułam. Może ćmy w brzuchu to nie były, może nawet nie motyle ale jakieś muchy na pewno. Pocałował mnie znienacka i wtedy już wiedziałam, że jesteśmy na dobrej drodze. Spędziliśmy ze sobą kilka kolejnych wspaniałych dni i nocy.

Teraz już wiem, że zasługuję na truskawki o 1:30 w nocy, kwiaty, czekoladki, różnego rodzaju romantyczne gesty jak wykoszenie w trawie mojej ksywki czy wypad na ryby z winkiem pod gwieździstym niebem.

Idealny facet w pigułce

Idealny facet to taki, który spotka się ze mną raz na tydzień lub spędzi ze mną czas od popołudniowego piątku do południa w sobotę.

To taki, który nie będzie wydzwaniał 5 razy dziennie, kiedy ja nie odbieram. No kurczę jak nie odbieram to chyba znaczy, że jestem zajęta, tak czy nie? Jak będę wolna to się odezwę! Miło jest od czasu do czasu dostać jakiegoś sms-a w ciągu dnia, ale na Boga, nie 5 dziennie! Uznaję tylko jedną rozmowę dziennie najlepiej wieczorem a nie całodzienny kontakt.

Idealny facet to taki, który będzie do mnie mówił per brzydalu, wiejska cebulo, grubasie itp., a od czasu do czasu (czytaj: raz na miesiąc-półtora) się wysili i powie „ładnie dziś wyglądasz”, „kocham cię”, Bo wiecie jak to jest? Jak się codziennie słyszy te czułe słówka to idzie się zesrać tęczą. Dosłownie. Przyzwyczajamy się do codziennego loffciania i co? I nam to powszednieje, staje się czymś na zasadzie „podaj mi sól kochanie”. Kiedy natomiast słyszymy to raz na miesiąc to wydaje nam się to wtedy szczere i jest nam miło.

Idealny facet to taki, który zadzwoni i powie, że będzie za pół godziny. Przyjedzie po mnie i powie, że jedziemy do niego a następnie zawiezie mnie nad jezioro aby się wykąpać przy zachodzie słońca.

Idealny facet to taki, który powie swoim kolegom: „to Ona” i nie będzie bał się ani wstydził zabierać jej na wypady z kumplami. Tak, wiem. Męskie spotkania też są ważne. Broń Boże nie zamierzam mu ich zabraniać, sama czasami wychodzę na babskie spotkania. Idealny facet powinien potrafić pogodzić obie sprawy.

Idealny facet to taki, który będzie mnie traktował jak partnerkę a nie kobietę. Co to znaczy? To znaczy, że będziemy razem malować ściany czy ławkę na podwórko, że będziemy razem kłaść kafelki, fugę czy panele, że pójdziemy razem do sklepu kupić coś na obiad, który razem przygotujemy, że będę mogła mu pomóc w naprawianiu czy sprzątaniu samochodu mimo, że się na naprawianiu nie znam. Nudne jest kiedy facet traktuje mnie jak bóstwo i zabiera mnie tylko do kina, restauracji, leży ze mną i oglądamy film i się non stop całujemy i wielbimy, aż do tęczowego porzygu.

Poza tym ma mnie kochać, nie zdradzać, nie okłamywać. Czy to tak wiele?

Nowy świat – nowa JA

Zaczęłam wolontariat w Domu Dziecka. Odkryłam tym samym nowy zakątek świata.

Moje pierwsze wrażenie zupełnie mijało się z moimi wyobrażeniami o tym miejscu.

Myślałam, że takie dzieci nie mają tam nic, że to taka przechowalnia małych ludzi. Natomiast oni mają telefony, telewizory, zabawek a zabawek. Jedyne czego im brakuje to miłości, czasu, zainteresowania.

Myślałam, że dam radę obdarzyć miłością i zainteresowaniem każde z nich. Niestety już od początku zauważyłam, że tak się nie da. Miałam wielką misję ratowania świata, chciałam z nich zrobić jedną wielką rodzinę. Zauważyłam jednak że ciężko jest zaciekawić 5 dzieci jedną czynnością a co dopiero 40. Może z czasem będę miała u nich większy autorytet. Póki co oni wszystko mają gdzieś. Nikt ich nie nauczył sprzątania, odrabiania lekcji, zachowania, słownictwa, życia wśród ludzi. Wychowawcy im każą zrobić to to i to, stosować się do grafiku, ale żadne z nich nie wie po co to wszystko. Brakuje im rozmowy, wytłumaczenia dlaczego takie zachowanie jest złe. Świadczyć może o tym np ta sytuacja:

Dziewczynka lat 3 mówi do swojej 8-letniej siostry, że jest po*ebana itp. Tłumaczę jej, że to brzydko i pytam czy to wie. A ona mi odpowiada po długiej chwili milczenia, że to ładnie i mówi tak bo siostra ją wku*wiła. Zaczęłam jej tłumaczyć że są inne słowa, którymi można wyrażać złość to słuchała z opuszczoną głową jakby nigdy wcześniej nikt jej tego nie powiedział.

Sytuacji do opowiadania jest naprawdę sporo ale nie wiem czy ktoś w ogóle dobrnie do końca bo chyba deko się rozpisałam na temat wad. Są również zalety takie jak uśmiech dziecka czy wykonane do końca polecenie (poproszono-ubłagane a nie wykrzyknięto-nakazujące). Miłość dzieciaków, błaganie o chwilę tylko dla nich, nazywanie mnie ciocią  a nawet mamą. Człowiek chce być dla nich jak siostra a słyszy ‚mamo’. Potrafi to namieszać w głowie i dorosłego i dziecka. Mówię im zatem, żeby nie mówili mamo bo mają swoje mamy, nie chcę im robić nadziei ale po wyjściu za mury Domu Dziecka uświadamiam sobie, że ciężko jest utrzymać granicę i, że kilkoro z nich chciałabym mieć przy sobie na codzień i ich porządnie wychować, dać im szansę na normalne życie.

Moje życie nabrało zupełnie innych barw i prirytetów. Kiedyś czułam się ważna dla faceta, to mnie dowartościowywało, szukałam miłości na siłe, zawsze musiałam być w związku. Teraz nie potrzebuję buraka, który mnie gnębi psychicznie. Mam dzieci. Są moim celem i sensem życia. A facet? Jak się znajdzie taki, który to zrozumie, który mnie doceni i będzie szanował że jestem jaka jestem to może znajdę dla niego mały pokoik w moim serduszku.

Sesja a zdrowie psychiczno-fizyczne

Egzamin za 40 minut a pod drzwiami 50 osób przepychających się kto najbliżej drzwi. 20 osób w tym ja stoi spokojnie z tyłu. Przychodzi wykładowca i daje klucz, stając z tyłu. Patrzy się na dzikusów z politowaniem, szepcząc pod nosem „żenada”. Usłyszawszy to krzyknęłam do tych pod drzwiami „co dzisiaj w promocji? mortadela czy mielonka?”. Trochę poprawiłam mu humor aczkolwiek nie omieszkał przesadzić dwóch ostatnich rzędów do pierwszych ławek.

Kujonem nie jestem ale nie po to płacę czesne, żeby pod koniec studiów wynieść z nich 658kg ściąg i mieć pustkę totalną we łbie. Zauważyłam jednak iż fakt opłacania czesnego ma duży wpływ na oceny. Ocenianie jest niesprawiedliwe na korzyść ucznia. Z jednego przedmiotu zaliczyłam oddając właściwie pustą kartkę bo wolałam się pouczyć do drugiego gdyż oba egzaminy były jednego dnia. Z drugiego piękna dwója (jedyna ze wszystkich 17 przedmiotów i chyba jedyna sprawiedliwa obiektywnie rzecz ujmując).

 

Dziwi mnie podejście niektórych wykładowców. Sesja dziennych kończy się 10 lutego, nasza 15 lutego. Wykładowcy nie patrząc że ktoś może pracuje na tygodniu, ustalają egzaminy w środku tygodnia po 2-3 jednego dnia. Mówią, że to dlatego aby się wyrobić do 10 lutego bo oni sobie pobrali urlopy No im się urlop należy ale nam przerwa międzysemestralna nie

 

Narzucone tempo tak mnie podminowało psychicznie, że to głowa mała. Pod koniec przy ostatnich 3 egzaminach opadłam z sił, zaczęłam grać na fb w gry, poszłam na sesję zdjęciową. Będą pewnie 3 poprawki ale musiałam się odmóżdżyć bo jeszcze chwila a bym płakała z bezradności i frustracji.

 

Opadając z sił, ucząc się i paląc papierosa za papierosem zupełnie zapomniałam o jedzeniu. Kolejne 3kg pożegnałam nawet z uśmiechem na twarzy. Nie było mi jednak do śmiechu jak dzisiaj na uczelni 4 razy o mały włos nie zemdlałam.

 

 

Daj sobie szansę na bycie szczęśliwą

Zauważyłam w ostatnich tygodniach, że wiele osób narzeka, że nie są szczęśliwe. Chciałyby kogoś poznać ale w sumie to nie wiedzą jak. Czują się samotne, smutne. Płaczą po jakimś głupku z którym im nie wyszło, płaczą przez głupka, który nie odbiera telefonów, płaczą bo facet ich nie szanuje, płaczą bo potrzebują bliskości i miłego słowa. No narzekają i narzekają, ale jak daję im jakieś rozwiązanie to nie. Mówię im: „Zarejestruj się na jakimś forum lub portalu randkowym” a one na to: „Nie, to raczej nie dla mnie, jak ma się znaleźć to się znajdzie.”

A gówno prawda. Nic samo się nie dzieje. Jeżeli ciągle pracujesz i uczysz się w jednym miejscu, jeżeli spotykasz się ze znajomymi ciągle tymi samymi to ja się pytam: Gdzie ma się znaleźć? Liczysz na poznanie faceta w pracy kiedy siedzisz na kasie nabijasz produkty a jakiś książę z bajki zagada i zapyta czy się z nim umówisz? Życie to nie je bajka ani komedia romantyczna.

Jeżeli brakuje Ci bliskości czy miłego słowa, może komplementu, to może jednak warto zarejestrować się gdzieś w sieci i poznać nowych ludzi? Przecież to, że się z kimś spotkasz nie oznacza wcale, że musisz już z nim być do końca życia. Nie o to tutaj chodzi. Chodzi o uwagę drugiej osoby. O to by było Ci dobrze tu i teraz. O to by codziennie usłyszeć, że jesteś piękna, mądra i przyjemnie się z Tobą rozmawia.

Po co masz się smucić kiedy Twój facet mówi Ci, że przytyłaś?

Po co masz leżeć w łóżku i zajadać się ciastkami jak możesz wyjść z obcym facetem na „randkę”

Masz tyle możliwości a z nich nie korzystasz użalając się nad własnym marnym losem.

Zastanawia mnie dlaczego ludzie lubią się tak katować. Mają tyle możliwości a z nich nie korzystają bo „to nie dla mnie”.

A może właśnie to JEST dla Ciebie? Może właśnie potrzebujesz w tym momencie usłyszeć „dobranoc Słoneczko”.

Ale nie.. w sumie po co? Chyba jednak lepiej poleżeć z litrem lodów w łóżku przy wyciskaczu łez i pomarzyć ewentualnie o tym, że w Twoim życiu pojawi się nagle facet, który rzuci Cię śnieżką i tak oto rozwinie się wasza wielka miłość.

… i poświęć się swojej pasji

„Szkoda, że ja nie mam pasji. Nie mam żadnego hobby. W niczym nie jestem dobra.”

No Ty żeś chyba do reszty ogłupiała!!!

Jeżeli miałaś przed chwilą takie myśli w głowie – to marsz pod prysznic bo to zawsze pomaga na takie głupie myślenie!

Ja na przykład lubię rysować. Może na ASP bym się nie dostała, ale sprawia mi to frajdę. Zaczynam rysować i w tym samym momencie przestaję myśleć o problemach, właściwie to o czymkolwiek.

Uwielbiam przerabiać zdjęcia w GIMP-ie. Co z tego, że czasami mi nie wychodzi? Przerabiam BO LUBIĘ. Bo to jest coś, co na chwilę pozwala mi NIE MYŚLEĆ.

Możesz czytać jedną książkę miesiąc – bo wolno czytasz; możesz biegać 10 minut – bo zaraz jesteś zasapana i spocona; możesz rysować niebieskie drzewa – bo nie rozróżniasz kolorów; możesz ozdabiać ciasta jak przedszkolak – bo nie masz duszy artysty.

 

I powiedz mi co to kogo obchodzi jak szybko czytasz? (przecież nie czytasz dla kogoś)

Kogo obchodzi to jak biegasz? (przecież jak się zatrzymasz po 20 sekundach to nikt nie będzie wiedział ile wcześniej przebiegłaś i jak bardzo zmęczona jesteś)

Kogo obchodzą Twoje niebieskie drzewa? (co to? nie można sobie niebieskich drzew narysować? a BO CO?!)

Kogo obchodzą brzydko ozdobione babeczki? ( w dupie i tak się wszystko wymiesza)

 

Rób to co lubisz a nie co potrafisz … i poświęć się swojej pasji aby nie ogłupieć, nie wylądować w kaftanie bezpieczeństwa w białym pokoju bez klamek.

Czyżby dieta cud?

W tegoroczne wakacje pojechałam na miesiąc do Włoch, co skończyło się u mnie wagą 73kg przy 169cm wzrostu.

Wiadomo codzienne jedzenie makaronów ze wszystkim co możliwe, pizzy, foccaci itp. raczej nie poskutkowało schudnięciem a przytyciem. Wróciłam do Polski. Zerwał ze mną chłopak. Przez 2 tygodnie prawie nic nie jadłam. Patrzyłam w ścianę i całymi dniami leżałam w łóżku. Nic a nic się nie ruszałam. Leżałam i patrzyłam w ścianę. Zmuszałam się żeby zjeść cokolwiek. Jadłam tylko wtedy gdy naprawdę zaczynało mi burczeć w brzuchu lub miałam zawroty głowy. Zauważyłam, że waga mi spada.

Wiem, że myślicie teraz: „przecież to niezdrowe, tak się nie da żyć.” bla bla bla…

Ale w sumie stwierdziłam, że w dzisiejszych czasach ludzie przeginają z jedzeniem. Mają ogromny wybór, jedzą wszystko co leży na półkach. Jedzą z nudów albo dla przyjemności a nie dlatego, że ich organizm tego potrzebuje.

Zaczęły się studia. Niby zaoczne ale biorąc pod uwagę, że ostatni rok spędziłam właściwie w domu, nigdzie nie wychodząc to jednak te 2 dni w tygodniu dają mi trochę ruchu. Jestem na pierwszym roku, więc poznałam sporo nowych ludzi. Nawiązały się przyjaźnie, znajomości. Zaczęłam umawiać się z nimi na imprezy, na piwko, na łyżwy czy zwykłe pogaduchy. Zaczęłam zwyczajnie wychodzić z domu. Tak więc nie tylko 2 dni w tygodniu wychodzę na zajęcia ale na tygodniu również zdarza mi się wyjść z domu „do ludzi”. Jest to zawsze jakaś aktywność ruchowa. Dodam, że nie ćwiczę. Zupełnie nie pociągają mnie ćwiczenia i wysiłek fizyczny. Czasami ewentualnie jak mam wenę to sobie potańczę zumbę.

I tak oto jedząc tylko wtedy gdy mi zaczyna burczeć w brzuchu schudłam do 66kg. Dzisiaj weszłam na wagę aż 3 razy bo nie mogłam w to uwierzyć. Jem słodycze, zapiekanki, fast foody, ale również i normalne posiłki jak naleśniki, pierogi, kanapki, kotlet z ziemniakami, czy placuszki serowe. Jem to na co mam ochotę albo na ile mi pozwalają fundusze. Zauważyłam, że właściwie wystarcza mi jeden lub dwa posiłki dziennie zanim poczuję permanentny głód. Czasami jak czuję głód to jeszcze odwlekam czynność jedzenia o jakąś godzinę bądź dwie z czystego lenistwa.

 

Nie wiem czy to jest zdrowe. Podejrzewam, że zaraz posypie się mnóstwo komentarzy, że powinno się jeść 5 posiłków dziennie mają być białka srałka, ma nie być węgli sręgli.

Szczerze? Nie obchodzi mnie to. Ja jestem szczęśliwa, czuję się zdrowo a do tego chudnę. Życie jest zbyt krótkie aby kierować się jakimiś stereotypami narzuconymi przez społeczeństwo. Mam ochotę zjeść tylko 1 czekoladę w ciągu dnia? To to zrobię! Bo niby z jakiej racji mam tego nie zrobić? Bo to jest takie NIEIDEALNE?

Jak żyć?

„Jak żyć?”

Pytanie zadawane ostatnio bardzo często. Według mnie powinno się żyć tak, aby być szczęśliwym, cholernie szczęśliwym.

Dla każdego szczęście oznacza zupełnie co innego. Według mnie powinno się żyć zgodnie z własnymi przekonaniami, nie poddawać się presji otoczenia. To co jest modne nie zawsze godzi się z naszymi potrzebami.

Pamiętaj! to JA jestem najważniejsza! Nie chłopak, nie mąż, nie rodzina, nie znajomi. Właśnie JA!!! JA a później cała reszta.

To nie dla cioci masz chłopaka tylko dla siebie! To, że ciocia pyta kiedy się ustatkujesz, kiedy założysz rodzinę, nie oznacza wcale, że musisz to robić. Rozumiem, że można być z chłopem aby nie gadali. Ale pomyśl, jeżeli chłopak traktuje Cię tak, że płaczesz po nocach to czy jest sens to ciągnąć? Boisz się być sama? Wierzę – są i tacy ludzie. Czy to jest powód aby dawać sobą pomiatać? Nie sądzę. Nie lubisz być smutna, zapłakana, nic w tym przyjemnego. Czy zatem nie lepiej zerwać z tym oto gnojem i znaleźć nowego? No tak – tylko jak znaleźć nowego. No właśnie – jakkolwiek. Jeżeli boisz się samotności to szukaj gdziekolwiek – nawet w Internecie. I miej w tylnej części ciała nazywanej odbytem koleżanki, śmiejące się z poszukiwań na siłę. Ty nic nie robisz na siłę. Zwyczajnie masz potrzebę mieć obok kogoś, kto Cię będzie kochał, szanował i wywoływał uśmiech na Twojej twarzy. Na siłę to jesteś w tym momencie – trwając w beznadziejnym „związku” bo ogół od Ciebie tego wymaga.

 

Kiedyś przeczytałam taki ciekawy cytat:

Nawet dziwna miłość jest lepsza od braku miłości”,

ale na Boga!!! Czy dziwna musi oznaczać patologiczna?! Okej, jeżeli Ty akceptujesz jak facet Tobą pomiata – spoko wtedy rozumiem, że jesteś szczęśliwa . Podoba Ci się to i to Cię kręci – rozumiem różne są fetysze. Jednak jeżeli Ty po czymś takim kryjesz się z fontanną łez w poduszkę no to wybacz moja droga. Po co? Bo może się zmieni? Oświecę Cię – nie zmieni się! Nie bądź na siłę nieszczęśliwa. Nie udawaj, że to Ci odpowiada. Nie udawaj kogoś kim nie jesteś – bo NIE JESTEŚ! Nie jesteś osobą, którą można zdradzać, bić czy nękać psychicznie. Zasługujesz na coś więcej, zasługujesz na bycie kochaną szanowaną i wierz mi, że znajdzie się taki, który pokocha Cię taką jaka jesteś a nie taką jaką chciałby Cię widzieć ten debil, do którego dostosowujesz swoje życie.