Zaczęłam wolontariat w Domu Dziecka. Odkryłam tym samym nowy zakątek świata.

Moje pierwsze wrażenie zupełnie mijało się z moimi wyobrażeniami o tym miejscu.

Myślałam, że takie dzieci nie mają tam nic, że to taka przechowalnia małych ludzi. Natomiast oni mają telefony, telewizory, zabawek a zabawek. Jedyne czego im brakuje to miłości, czasu, zainteresowania.

Myślałam, że dam radę obdarzyć miłością i zainteresowaniem każde z nich. Niestety już od początku zauważyłam, że tak się nie da. Miałam wielką misję ratowania świata, chciałam z nich zrobić jedną wielką rodzinę. Zauważyłam jednak że ciężko jest zaciekawić 5 dzieci jedną czynnością a co dopiero 40. Może z czasem będę miała u nich większy autorytet. Póki co oni wszystko mają gdzieś. Nikt ich nie nauczył sprzątania, odrabiania lekcji, zachowania, słownictwa, życia wśród ludzi. Wychowawcy im każą zrobić to to i to, stosować się do grafiku, ale żadne z nich nie wie po co to wszystko. Brakuje im rozmowy, wytłumaczenia dlaczego takie zachowanie jest złe. Świadczyć może o tym np ta sytuacja:

Dziewczynka lat 3 mówi do swojej 8-letniej siostry, że jest po*ebana itp. Tłumaczę jej, że to brzydko i pytam czy to wie. A ona mi odpowiada po długiej chwili milczenia, że to ładnie i mówi tak bo siostra ją wku*wiła. Zaczęłam jej tłumaczyć że są inne słowa, którymi można wyrażać złość to słuchała z opuszczoną głową jakby nigdy wcześniej nikt jej tego nie powiedział.

Sytuacji do opowiadania jest naprawdę sporo ale nie wiem czy ktoś w ogóle dobrnie do końca bo chyba deko się rozpisałam na temat wad. Są również zalety takie jak uśmiech dziecka czy wykonane do końca polecenie (poproszono-ubłagane a nie wykrzyknięto-nakazujące). Miłość dzieciaków, błaganie o chwilę tylko dla nich, nazywanie mnie ciocią  a nawet mamą. Człowiek chce być dla nich jak siostra a słyszy ‚mamo’. Potrafi to namieszać w głowie i dorosłego i dziecka. Mówię im zatem, żeby nie mówili mamo bo mają swoje mamy, nie chcę im robić nadziei ale po wyjściu za mury Domu Dziecka uświadamiam sobie, że ciężko jest utrzymać granicę i, że kilkoro z nich chciałabym mieć przy sobie na codzień i ich porządnie wychować, dać im szansę na normalne życie.

Moje życie nabrało zupełnie innych barw i prirytetów. Kiedyś czułam się ważna dla faceta, to mnie dowartościowywało, szukałam miłości na siłe, zawsze musiałam być w związku. Teraz nie potrzebuję buraka, który mnie gnębi psychicznie. Mam dzieci. Są moim celem i sensem życia. A facet? Jak się znajdzie taki, który to zrozumie, który mnie doceni i będzie szanował że jestem jaka jestem to może znajdę dla niego mały pokoik w moim serduszku.